Oświadczenie lidera zespołu Bayer Full Sławomira Świerzyńskiego

Jako lider zespołu Bayer Full nie mogę dłużej milczeć wobec zarzutów, które kierowane są wobec mnie i które dotykają także moją rodzinę. Muszę się bronić wobec szkodliwych insynuacji dotyczących mojej kariery zawodowej i nie tylko. Media i osoby podające się za poszkodowane zarzucają mi bezprawne wykorzystywanie dwóch utworów: "Tawerna pod Pijaną Zgrają” i „Wszyscy Polacy”. W przypadku pierwszej z nich licencja z ZAiKS, którą uzyskałem ćwierć wieku temu, zobligowała mnie do zapłacenia tantiem i uiszczenia wszystkich niezbędnych opłat w zamian za możliwość korzystania z utworu. Uczyniłem to, mając na uwadze wszystkie kwestie prawne i formalne, a zadaniem ZAiKSu było potwierdzenie autorów, co też zostało uczynione. Informacje, jakoby Pan Bukała rościł sobie wobec mnie roszczenia finansowe, są nieprawdziwe. Nie ma takich żądań i podstaw do nich. Pan Bukała chciał tylko uznać, że utwór jest jego. Ja tego nie mogę potwierdzić. W ZAiKS widniało inne nazwisko. Mam na to dokumenty. Uważam, że nie mam za co przepraszać, bo jestem w posiadaniu legalnie podpisanej umowy na wykorzystanie tego utworu. Od czasu powstania utworu minęło już wiele lat i nagle po takim czasie zgłosiła się osoba, która twierdzi, że utwór jest bezprawnie wykorzystywany. To dla mnie cios w plecy. Jeśli wykorzystywałem utwór bezprawnie, to dlaczego dopiero teraz zgłasza się potencjalnie „poszkodowana osoba”? W przypadku utworu „Wszyscy Polacy” jest to piosenka inspirowana pieśnią ludową pt: „Wieczorem”. Inspiracji nie można nazwać plagiatem, ani kradzieżą własności intelektualnej. Wiele popularnych piosenek czerpie z naszej polskiej, ludowej tradycji, jednak w tym przypadku nikt nie zarzuca artyście plagiatu, gdyż w większości pod staropolskimi utworami nie widnieją nazwiska ich autorów. Są one jednak na tyle chętnie wykorzystywane, że dzięki nowym interpretacjom mogą żyć drugim życiem i zostawać w świadomości polaków, co składa się na nasze dziedzictwo kulturowe. Niestety w przypadku obu naszych topowych piosenek domyślam się, że atak ma podłoże polityczne, co zamierzam wyjaśnić w dalszej części niniejszego oświadczenia.

Pragnę skomentować także kolejną kwestię dotyczącą konia fryzyjskiego, którego byłem właścicielem. Koń Sułtan rasy fryzyjskiej został w roku 2012 przepisany jako darowizna na mojego syna (w tym czasie przepisywałem moją część gospodarstwa wraz ze stadniną właśnie synowi Sebastianowi Świerzyńskiemu). Nie chcąc cytować fragmentów wypowiedzi jego aktualnego właściciela zawierających wulgaryzmu oraz nieprawdziwych, aczkolwiek zarzuconych mi zaniedbań tłumaczę iż nie zarabiałem na koniach w swojej stadninie. 10 lat temu, sporadycznie woziliśmy harcerzy w Stanicy w Gorzewie ZHP za symboliczne kwoty, zdarzyło się, że woziliśmy powozami lecz nigdy z Katedry Płockiej na Podolszyce (nasza stadnina jest na lewym brzegu, a Płock na prawym brzegu). W stadninie przez kilka lat (2008-2014) były prowadzone zajęcia z jazdy konnej dla młodzieży szkolnej – jednak całkowicie bezpłatnie, chcieliśmy pokazać młodzieży na czym polega praca z końmi i opieka nad nimi. Zarzuty więc jakoby miało nam zależeć jedynie na zarobku płynącym z posiadaniu hodowli są całkowicie błędne. Co więcej, w trakcie pobytu u nas konie miały zapewnioną bardzo dobrą opiekę, na co posiadam adekwatne dokumenty. Syn Sebastian sprzedał parę koni Sułtana i Księcia w roku 2015 hodowcy, który był zainteresowany kupnem tej pary koni. Zapłacił on umówioną kwotę i konie zabrał. Jak i gdzie te konie utrzymywał i jak wykorzystywał nie mamy tej wiedzy. W naszej stadninie ta para koni była od kilkunastu lat była zawsze pod opieką weterynaryjną i podkuwaczy są na to odpowiednie dowody i ludzie. Nasza stadnina jest znana wśród hodowców jako wzorowy przykład hodowli koni. Cieszy mnie, że finalnie Sułtan jest pod dobrą opieką, jednak zarzucanie mi, że nie interesowałem się losem konia po jego ponownej sprzedaży jest co najmniej krzywdzące. O ponownej sprzedaży nikt mnie nie informował, bo oczywiście nikt nie miał takiego obowiązku. To na aktualnym wówczas właścicielu spoczywał niepisany obowiązek sprawdzenia czy zwierzę będzie miało zapewnioną odpowiednią opiekę i warunki. Nie mniej cieszę się, że koń znalazł nowego, lepszego właściciela. Nie mogę jednak poczuwać się do odpowiedzialności za zły czas w karierze tego konia, podczas gdy ja ani mój syn nie byliśmy jego właścicielami.

Niepokoi mnie także wątek związany z podważaniem sukcesu zespołu Bayer Full w Chinach. To, co miało przynieść dodatkowe korzyści i rozgłos naszemu krajowi, zostało przekute w drwinę i oskarżenia wobec zespołu. W Chinach podpisaliśmy licencję na wydanie płyty CD Pomysłodawcą nagrania płyty nie był Krzysztof Darewicz, a Antoni Roszczuk specjalista sinologii. Pan Darewicz miał zlecenie na przetłumaczenie polskich tekstów, a nie pisanie nowych o czym wielokrotnie Nas informował podczas wykonywania naszych piosenek po chińsku. Jeśli na poczet wspólnego projektu zleciłem przygotowanie tłumaczenia piosenek, co musiało się odbyć i w zaufaniu powierzyłem część projektu Panu Darewiczowi, a on twierdzi, że napisał teksty od nowa i może sobie rościć do nich prawo autorskie to nie zgadzam się z tym. Każda osoba, która w ten sposób zinterpretowałaby swoją pracę, mogłaby więc domagać się tego samego od dowolnego twórcy na świecie. Niestety tak już jest, że obiecujące projekty mają wielu „ojców”, a porażka jednego, skoro więc Pan Darewicz twierdzi, że nasz sukces w Chinach to mistyfikacja, to dlaczego taką mistyfikację chce sygnować swoim nazwiskiem? W Chinach byłem 8 razy na zaproszenie Ministerstwa Gospodarki Chin, Ministerstwa Kultury Chin, Ministerstwa Spraw Wewnętrznych oraz prywatnych firm chińsko-polskich. Zespół Bayer Full koncertował w miastach takich jak Xi-an, Harbin, Pekin i Szanghaj. Nasze wyjazdy były dokumentowane przez TVN, Polsat, POLO TV, i PULS. Obecnie także można znaleźć te relacje jak chociażby w programie pt: Jedwabny szlak.

Od pewnego czasu systematycznie współpracuję z Telewizją Polską, w tym TVP Info. Moje wypowiedzi są całkowicie subiektywne, jednak jako Polak, demokrata, katolik, staram się, aby moje słowa nikogo nie urażały ani nie dyskryminowały. Odczuwam jednak, że moja aktywność nie podoba się pewnym kręgom, szczególnie opozycyjnym. Mogę domniemywać, że ataki na moją osobę i zespół mają charakter polityczny, aby ośmieszyć mnie i zarząd Telewizji Polskiej z którym często współpracuję.

Jako artysta długo starałem się odcinać od tych ataków i je bagatelizować, jednak nie mogę dłużej milczeć. Niezbędne jest przedstawienie faktów, które przytaczam po raz kolejny:
na wykorzystanie piosenki "Tawerna pod Pijaną Zgrają” otrzymałem wszystkie niezbędne zgody od ZAiKSu za co wniosłem należne opłaty. Wszelkie wątpliwości powinny być wyjaśniane z tą organizacją. Utwór „Wszyscy Polacy to jedna rodzina” był inspirowany ludową pieśnią „Wieczorem”.

W przypadku konia fryzyjskiego Sułtan, podczas jego pobytu w stadninie zapewniłem zwierzęciu najlepsze warunki jakie tylko mogłem. Przy sprzedaży konia dopełniłem wszelkich formalności. Podczas ponownej odsprzedaży nie byłem stroną transakcji, nie kontrolowałem jej warunków, ani osób będących po stronie kupiec-sprzedawca. Nie miałem wystarczających i wiarygodnych informacji, aby podejmować jakąkolwiek interwencję. W Chinach zespół Bayer Full koncertował i śpiewał swoje piosenki przetłumaczone na język chiński (za co autor tłumaczenia otrzymał ustalone wcześniej wynagrodzenie). Nie może on rościć sobie prawa do autorstwa śpiewanych przez nas piosenek w tym przypadku, sugerując, że po tym tłumaczeniu piosenki mają nowego autora.

Lider Bayer Full
Sławomir Świerzyński

O nas

Wywiad Agata Bochenek

- Kiedy zaczęła się Pana przygoda z piosenką?
- Przygoda udokumentowana zaczęła się w wieku trzech lat. Widać na zdjęciu jak stoję wyprężony i odświętnie ubrany, podczas jakiejś przedszkolnej uroczystości.
- Po kim Pan odziedziczył muzyczny talent?
- To już tradycja rodzinna. Brat grał na instrumentach, a cała rodzina była wyjątkowo rozśpiewana. W moim przypadku to naturalne, że uczyłem się grać, skończyłem szkoły muzyczne, z zawodu jestem stroicielem instrumentów muzycznych. Ale, zapewniam, nigdy nie chciałem zostać muzykiem. Chciałem pracować przy muzyce, zajmować się muzyką, ale być muzykiem? O nie, bardzo dziękuję. Jednak energia była zbyt silna i w końcu znalazłem się na scenie.
- I został Pan na niej na dobre, konsekwentnie pnąc się do góry, zdobywając uznanie, nagrody i ogromną sympatię publiczności.
- To już dwadzieścia pięć lat. Najpierw były festiwale harcerskie i studenckie, później występowaliśmy na akademiach, weselach i biesiadach. Tamte występy zaowocowały pierwszym repertuarem, wreszcie, w 1991 roku zostaliśmy zauważeni. Muzyka, którą graliśmy, była inna od tej, oferowanej przez pierwsze zespoły disco polo. To był nurt młodzieżowy, a ja byłem trochę starszy, z innymi doświadczeniami, to i muzyka musiała być inna.
- O większości tamtych zespołów już dawno słuch zaginął, a Wam udało się przetrwać. Ma Pan swoją receptę na sukces?
- Przede wszystkim potrzebny jest upór. Poza tym, my doskonale wiemy, czego chcemy i nigdy nie odcinaliśmy kuponów. Gramy nie po to, żeby „swoje zrobić i zarobić”. Mnie i całemu zespołowi brakowało właśnie takich piosenek, jakie śpiewamy. I okazało się, że na takie piosenki czekała także całkiem liczna publiczność. Ale takiego sukcesu się nie spodziewaliśmy, bo nikt nie potrafi przewidzieć, co się akurat spodoba, co będzie śpiewała cała Polska.
- Czym jest dla Pana popularność?
- To sama przyjemność. Najbardziej odczułem ją, kiedy śpiewaliśmy „Moją muzykę” w katowickim Spodku, a razem z nami śpiewało czternaście tysięcy widzów zgromadzonych na koncercie. Poczułem to samo co piłkarz, kiedy słucha narodowego hymnu. Ogromną radość i dumę. A osiemnaści lat temu byłem na scenie razem z ojcem Rydzykiem. Radio „Maryja” nie było jeszcze tak popularne, a ja po raz pierwszy śpiewałem piosenki religijne. Chyba dobrze je zaśpiewałem, bo od tego czasu podczas naszych koncertów zawsze jest piękna pogoda.
- Którą ze swoich piosenek lubi Pan najbardziej?
- Zawsze lubię najnowszą piosenkę. Ale rozumiem, że publiczność lubi standard i najpierw śpiewamy znane od lat przeboje. I naprawdę robimy to z radością, też są nasze, przywołują refleksje i wspomnienia.
- Przeczytałam o Was takie zdanie: „Zmieniają się mody na piosenki, przemija rock`n`roll, reggae, rap, disco i dance, lecz piosenki wykonywane przez Bayer Full zdają się nie przemijać.”
- Ale my się staramy, żeby tak było. Ostatnio śpiewaliśmy „Lipkę zieloną”, piosenkę, która ma już pięćset lat, a znaleźliśmy ją w „Słowniku pieśni narodowych”. Sokoły odpadają przy Lipce. Obserwuję publiczność i widzę, że jest pod wielkim wrażeniem. Słowa, rytm, to wszystko sprawia, że w pewnym momencie publiczność zaczyna śpiewać razem z zespołem. A po koncercie pytają: co to za piosenka, my to już kiedyś słyszeliśmy.
- To do usłyszenia i dziękuję za rozmowę.
Agata Bochenek